Historia szkunera "I'm Alone"

Szkuner "I`m Alone" – czyli historia z czasów prohibicji 

Kanadyjski szkuner "I`m Alone" został zbudowany i zarejestrowany w Lunenburg w Nowej Szkocji. Był to jeden z najszybszych i najbardziej znanych tzw. "rum-runnerów" – statków przemycających rum, w czasach prohibicji w Zjednoczonych. Przez władze amerykańskie był on określany nawet jako "notorious rum-runner" – czyli notoryczny przemytnik rumu:-) Przemyt alkoholu był wówczas jednym z najbardziej dochodowych przedwsięzięć, więc nic dziwnego, że nawet całe rodziny "oddawały" się temu procederowi. 

"I`m Alone" wyposażony był w odpowiednie instrumenty, które miały ułatwić mu unikanie amerykańskich straży na wodzie. SStanach ilnik o mocy 200 KM, radio o zasięgu ok. 1000 mil – pozwalały na łatwiejszą i skuteczniejszą ucieczkę przed patrolami Coast Guard ("I`m Alone" zazwyczaj prowadził stały nasłuch na częstotliwościach, jakich używały patrole Coast Guard do kontaktowania się ze sobą). Władze Nowej Anglii określały go "najlepszym rum-runnerem, jaki kiedykolwiek bez powodzenia próbowano złapać", jeszcze inni określali go mianem "Bismarcka" "floty przemytniczej. "I`m Alone" przez pięć lat nie miał sobie równych. Lata jego największej aktywności to 1924-1929. Jak donosili amerykańscy agenci – często zawijał do takich portów jak Yarmouth i Halifax, czy St. Pierre-et-Miquelon (to dwie francuskie wyspy na południowych wybrzeżach Newfoundland, o których to wyspach jeden z agentów pisał w swoich depeszach, że "…nad całymi wyspami, wszedzie, unosi się stale zapach jak z saloonu" – alkoholowo-tytoniowy). 

Kapitanem "I`m Alone" był John T. Randell, pochodzący z Nowej Fundlandii, odznaczony weteran I WŚ, żeglarz-poszukiwacz przygód, człowiek o twardych zasadach, ale również dżentelmen:) który nawet w obliczu ostatecznego zniszczenia statku zachował godną Szkota godność i upór. Niejednokrotnie "I`m Alone" był ścigany przez "przedstawicieli amerykańskiego prawa", ale zawsze udawało mu się umknąć z obławy. Samo “słynne” zniszczenie "I`m Alone`a" było wynikiem swoistego polowania na ten szkuner, które rozpoczął kuter amerykańskiej straży wybrzeża "Wolcott", 20 marca 1929 r, na polecenie komendanta straży wybrzeża, kiedy "I`m Alone" wracając z Południowych Indii, gdzie zimował – przepływał w niedalekiej odległosci od wybrzeża Stanów Zjednoczonych, blisko Luizjany, niedaleko Trinity Shoals – wciąż przezornie znajdując się poza wodami terytorialnymi USA. 

Kiedy – o 6:30 rano – wezwany do zatrzymania się, celem dokonania inspekcji na pokładzie – "I`m Alone" nie zgodził się na to, tłumacząc się przebywaniem na wodach, znajdujacych się już poza zasięgiem władzy i prawa amerykańskiego, kapitan "Wolcotta" po bezskutecznych próbach zatrzymania "notorycznego przemytnika" o 8.00 rano przekazał telegraficznie wiadomość o treści brzmiącej w dowolnym tłumaczeniu mniej wiecej tak: "I'M ALONE" ZNAJDUJE SIĘ 10 MIL OD LINII WYBRZEŻA. WZYWAMY DWIE ŁODZIE PATROLOWE LUB KUTER DO POMOCY. WEZWALIŚMY SZMUGLERÓW DO RESPEKTOWANIA NASZEGO PRAWA, ALE ODMÓWILI ZATRZYMANIA SIĘ I PODDANIA SIĘ. ODGRAŻAJĄ SIĘ ZASTRZELENIEM KAŻDEGO, KTO SPRÓBUJE WEJŚC NA POKŁAD". "Wolcott" po nadaniu tego telegramu nadal próbował regularnie przekonać "pokojowo" "I`m Alone`a" do poddania się i zezwolenia na inspekcję na pokładzie – wołano przez megafony i nadawno znaki flagami. Załoga szkunera jednak równie regularnie odmawiała. Wszystko oczywiście z zachowaniem dżentelmeńskich zasad konwersacji ;-) 

"New Orleans Times-Picayune" z 25 marca, 1929 wydrukował wersję tych zdarzeń pochodzącą z opowiadania kapitana Randella: 

"Około 2 po południu, "Wolcott" zbliżył sie do nas i przekazał nam wiadomość za pomocą sygnałów flagowych: "Poddajcie się, albo będę strzelał". Odpowiedziałem mu prze megafon, że nie mam ochoty aby się zatrzymać, więc jeśli ma takie życzenie, niech strzela. Odpowiedział: "Daję ci 15 minut na to, żebyś zmienił zdanie". Nadal jednak płynęliśmy i kilka chwil po upłynięciu terminu "odpowiedzi", "Wolcott" rozpoczął ostrzał. Nie wiem jaka była liczba wystrzałów. Kilka z nich przeszło przez nasze żagle, i olinowanie, jeden strzał przeszył flagę na maszcie. Po kilkukrotnym wystrzeleniu z "czterofuntowca", otworzyli do nas ogień z broni ręcznej Jedna z kul trafiła mnie w prawą nogę, częściowo ją paraliżując…" 

Wersja z zapisków pokładowych "Wolcotta" – około godziny 3 po południu:

"Wystrzeliliśmy kilkakrotnie w stronę Czarnego ("Czarnym" nazywano tutaj statek przemytniczy) Czarny się nie poddał. Broń chybiła. Ogień został wstrzymany. Po otrzymaniu dalszych instrukcji – podejmiemy dalsze działania…"

Stacja z Komendy Straży Wybrzeża przesłała "Wolcottowi" rozkaz: "Pod żadnym warunkiem nie można pozwolić na to, by Czarny uciekł. Pojmać go i doprowadzić do Nowego Orleanu." "Wolcott" starał się wykonać to polecenie. Randell zanotował, że "kuter ścigał "I`m Alone" aż do zmroku" wieczorem 20 marca. W ciągu następnego dnia, Departament Skarbu został zaalarmowany i wysłał "Wolcott`owi" rozkaz by "użyć wszystkich dostępnych sił i pojmać ten szkuner". W odpowiedzi "Wolcott" napisał: 

"Nie pozwolimy uciec Czarnemu. Spróbujemy jeszcze raz go pojmać, gdy tylko pogoda się poprawi. Oddaliśmy w jego stronę kilka strzałów. Dowódca wygląda na zdesperowanego. Nie mamy wystarczająco wielu ludzi na pokładzie. Ponowimy atak sami, jeśli inne łodzie nie przybędą jutro". 

Ale pomoc była już w drodze. 

Kapitan "Dextera": "Przekazano nam, że kapitan szmuglerskiego statku wyraźnie odmówił poddania się. A dosłownie: "Możecie nas powystrzelać i zatopić, ale bądźcie przeklęci, jeśli spróbujecie wejśc na nasz pokład. Jeśli dokonacie abordażu, będę strzelał tak, żeby was pozabijać.". Taki raport podała Straż Wybrzeża. W późniejszych dociekaniach na temat całej afery miedzynarodowej przyznano, że to było to dość realne – taka ostra odpowiedź Randalla. Znano powszechnie upór i desperację przemytników z "I`m Alone`a", co w powiązaniu z charakterem ich kapitana – pozwalało sądzić, że wymiana zdań miedzy Strażą Wybrzeża, a "I`m Alone" odbiegała już w tym momencie od towarzyskich pogawędek dżentelmenów. 

Kapitan Randall: "Około 7:30 rano, 22 marca, zobaczyliśmy jakiś kuter, płynący z południa-południowego zachodu. Nasza pozycja wówczas to… ponad 215 mil na południowy-wschód, patrząc od wejścia do Nowego Orleanu. Kiedy kuter się zbliżył, rozpoznaliśmy go jako "Dextera". Po porozumieniu się z Wolcottem, kuter podpłynął nadajac sygnały: "Poddajcie się, lub będziemy strzelać!". Odpowiedziałem przez semafor i megafon, że nie sądzę, żeby mieli nad nami jakąś władzę, bo nasz statek jest na wodach poza terytorium Stanów Zjednoczonych, więc mogą sobie strzelać, jeśli chcą. Zaczęli więc strzelać. Najpierw w żagle, potem otworzyli pełny ogień. Oddali w sumie około 20 strzałów, które uszkodziły nasz statek w kilku miejscach. Nadałem sygnały semaforem, że może nas nawet zatopić, ale nadal odmawiam poddania sie. Otworzyli więc ogień ponownie. Ponownie spytali: "Poddajecie się?". Ponownie odmówiłem. Ostrzał wiec trwał nadal. Statek był rozrywany na strzępy. Na szczęście żaden z moich ludzi nie ucierpiał, poza skaleczeniami od odłamków i drzazg, które latały wszędzie…" 

Statek zaczął tonąć. W niedługim czasie większa jego część była już pod wodą. 

"Nie wiem co się stało, kiedy statek szedł na dno. Nie wiedziałem, co się działo z moimi ludźmi, którzy płynęli w stronę "Dextera". Czułem, ze tracę siły, kiedy trzymałem się dzrwi jakiejś kabiny, która unosiła się na wodzie. Usłyszałem niektórych z moich ludzi, krzyczących: "Rzućcie mu linę! On tonie!". 

7 godzin później ekipa Wollcota podsumowała tak to zajście w meldunku: "CZARNY ZATONĄŁ. CAŁKOWITA LICZBA LUDZI: 8 I JEDNO CIAŁO". 

W połowie drogi między Luizjaną i Jukatanem, na głębokości prawie 2000 m, "I`m Alone" legł na dnie, zniszczony przez kule z amerykańskich dział, wywołując międzynarodowy incydent. 

 

 

Międzynarodowy incydent 

Pierwszy protest w tej sprawie Kanada złożyła 27 marca, pięć dni po zatonięciu "I`m Alone`a", kiedy ambasador Vincent Massey oficjalnie zażądał od sekretarza stanu Kellogg`a raportu z przebiegu akcji. Oczywiście wg protokołu – Straż Wybrzeża wykonywała tylko swoją pracę, na wodach terytorialnych Stanów Zjednocznych. Kanada nie zgodziła się jednak z tą wersją i 9 kwietnia wystosowała oficjalną notę protestacyjną w tej sprawie, opierając się na argumencie, że "I`m Alone" w chwili, gdy zaatakowały go kutry Straży, znajdował się poza ich jurysdykcją, ponad godzinę od wybrzeża. W całą sprawę wmieszały się później angielskie gazety, stające po stronie Kanadyjczyków, którzy stwierdzili, ze Stany Zjednoczone stanowczo za bardzo chcą, żeby wszyscy działali wg ich prawa, niezależnie gdzie się znajdują. Oficjalne kanały dyplomatyczne działały na zasadzie długotrwałych dyskusji i wymiany not. Opinia publiczna – także amerykańska – też stanęła po stronie "I`m Alone`a". Zadawano sobie różne pytania. Czy czasem to nie "Dexter" też handlował rumem i próbował zniszczyć rywali i przejąc ich ładunek? Czemu tak właściwie dwa uzbrojone po zęby (maszty?:) kutry nie potrafiły przejąć i pochwycić zwykłego szkunera, bez specjalnego uzbrojenia, tylko musiały go zatopic? New York World pisał o pogwałceniu wolności i prawa na morzu. Inne amerykańskie gazety podzieliły się na zwolenników i przeciwników. 

Pomimo, że "I`m Alone" oficjalnie był statkiem zarejestrowanym przez Eugene`a Creasera i Shipping Company of Lunenburg w Nowej Szkocji, przypuszczano, że – podobnie jak wielu przemytników rumu – jego prawdziwymi właścicielami byli obywatele Stanów Zjednoczonych. "I'm Alone" był statkiem-matką, z któego odbierały towar pomniejsze statki. Odkryto – w czasie śledztwa nad faktycznym stanem "własności" szkunera – serię zakodowanych telegramów, wysyłanych z Belize, przez Nowy Orlean, do Nowego Jorku. "YICKY, YEDEB, AKBUZ" to były słowa-kody oznaczające "ALKOHOL, BOURBON, MALT." Te same słowa znajdowały się w dokumentach przewozowych "I`m Alone`a". Więc łatwo było powiązać telegramy ze szkunerem. Jeśli udowodniono by "amerykańskie" pochodzenie przemytników i szkunera – Kanada straciłaby prawo do domagania się odszkodowania w tej sprawie. Zaczęto więc kolejne śledztwo – w sprawie ustalenia kwestii pochodzenia szkunera. I w końcu wyszło wszystko na jaw… 

 

Na początku 1928 r. dwaj Amerykanie Danny Hogan i Frank H. Reitman zaprosili Marvin J. Clarka by wraz z nimi podjął się użytkowania "I'm Alone". Ten się zgodził i do wspólnej kasy włożył 5,000 $, Hogan – 5,000$, Reitman – 10,000$, razem 20,000$. 

Jako spec od nautyki, Clark wybrał się do Lunenburga, w styczniu 1928 r. Nawiązał kontakt z tamtejszym właścicielem szkunera, Cristianem Iversenem. Nowym właścicielem został Kanadyjczyk: George Hearn. Iversen sprzedał "I`m Alone`a" za 18,000 $. Hern otrzymał 500$ za pośrednictwo i udzielenie swoich danych do transakcji. Clark mógł wracać do Stanów. Szkuner zaczął swoją działalność. Od grudnia 1928 do lutego 1929 Clark przemycił tysiące beczek likieru z pokładu I`m Alone`a i przewiózł je w głąb Stanów. W czasie trwania procesu w sprawie zatonięcia i ustalania tożsamości właścicieli "I`m Alone`a", Clark został zastrzelony w 1932 r. Ale tego zabójstwa nie powiazano z procesem.

 

Jak zakończyła się sprawa zatonięcia "I`m Alone`a" 

 

Sąd uznał, ze Straż Wybrzeża bezprawnie zatopiła szkuner i bezprawnie użyła swoich uzbrojonych kutrów. Rząd Stanów Zjednoczonych przeprosił za zatopienie szkunera. Obiecano wypłacenie ponad 50,000$ rekompensaty. Z całej sprawy wynikneło też kilka innych wniosków. Jak np. ten, że Kanada była swoistą opoką dla amerykańskich kryminalistów i przemytników… Ale to już zupełnie inna historia ;-) 

Źródło http://szanty.art.pl

Szanta zespołu Smugglers dostepna pod linkiem

 

Nasi partnerzy